Witam,tu znowu ja,Eden
Mam dla was część pierwszą opowiadania "Angel".I bez zbędnego gadania zaczynamy!
"Angel"-1
Piękny poranek,złociste słońce,świeże powietrze...Śpiew srebrzystych skowronków i
zwiewna,zielona trawa.I...Lampka świecąca w oczy?
-Eden!Wstawaj-sen przerwała gadanina mojej matki.
-Hmm?-Zaspana zwróciłam się do mamy.
-A o szkole zapomniałaś?Nie proś mnie tylko o pozostanie w domu!
-No dobra,uspokój się!
Spoglądnęłam na nią i wstałam w stronę łazienki...Ubrałam się prosto.Ciemny sweter,
niebieskie legginsy z miękkiego materiału,czarne skarpety i glany.
Dzień jak co dzień.Ciągle to samo.
Moje życie nie jest ciekawe,brakuje w nim wielu pozytywów...Ech...
Na lekcji były same nudy.Czyli standardowo tak jak na każdej innej.
Nawet przerwy są nudne.Ogólnie to jedyne co jest ciekawe to szkolna biblioteka
pełna różnych i ciekawych książek.Mogłabym tam siedzieć godzinami.
Wredne babsko od matematyki wcisnęło nam na lekcji kartkówkę.
Jednym słowem-koszmar!Idąc do domu ,na blaszanej tablicy ogłoszeniowej ujrzałam
śliską kartkę ze zdjęciem stadniny w legendarnym Jorvik.
-"Stadnina Jorvik zaprasza"...Coś dla urozmaicenia mojego życia.Mama powinna się zgodzić.
Zerwałam ogłoszenie z tablicy i ruszyłam w stronę budynku o kolorze jasnego
pomarańczu.Wspinaczka po schodach kilka pięter w górę była wyczerpująca.
Wspięłam się na szczyt budynku otworzyłam drzwi i trzymałam kartkę ściśniętą w dłoni.
Z kuchni wydostawał się słodki zapach cynamonu.Zawiesiłam kurtkę na wieszaku a
czarno-granatowe glany włożyłam do szafy.Wchodząc do kuchni zastanawiałam się
czy matka pozwoli mi na tak kosztowny wyjazd.Chciałabym poczuć się wolna,
spędzić dzień na łące lub w stajni.
-Jak tam w szkole Eden?-Uśmiechnęła się mama.
-Same nudy...Niezapowiedziana kartkówka-burknęłam.
-Co trzymasz w ręce?-ciekawskim wzrokiem popatrzyła mama.
-Ech...
-Pokaż.Stadnina w Jorvik...Skąd to masz?
-Znalazłam...?
Mama z ciekawością śledziła wszystkie słowa zapisane dość ładną czcionką w kolorze
niebieskim.Nie zrobiła wielkich oczu gdy zobaczyła cenę i uśmiechnęła się.
-Czy mam myśleć,ze chcesz...Pojechać do tej stadniny?
-No...Tak.Ale zapewne mi nie pozwolisz.
-Zastanowię się.
Musicie wiedzieć,że "Zastanowię się" w słowach mojej mamy oznacza "Chyba oszalałaś?"...
No nic.Pozostaje tylko modlić się o ten wyjazd...
Następny dzień zapowiadał się dobrze.Dostałam pyszne śniadanie składające się z
batoników z bakaliami i Jogurtu brzoskwiniowego.Było to chyba pierwsze
śniadanie jakie zrobiła mi mama!Niestety gdy się obudziłam nie było jej w domu.
W piątki pracuje od drugiej rano aż do dwudziestej.Naprawdę przeszkadza mi to bo
nie mamy czasu na dłuższe babskie rozmowy.Ostatni dzień szkolny jakoś udało się przeżyć.
Zdałam z wysoką średnią bo 4,89.Kilka dyplomów do kolekcji także się przydało.
Jakoś szczególnie nie odczuwałam wakacji...Czekałam do wieczora na powrót mamy.Podczas
czekania zabrałam się za fantastyczną książkę o jeździe konnej.Książka oprawiona w skórę
koloru zielonego ze złotym koniem w kłusie zdobyła tytuł (nadany przezemnie)
najlepszej książki w mojej kolekcji.Wciągnęłam się w nią tak bardzo,że nie zauważyłam
powrotu mamy do domu.Usiadła obok mnie na łóżku.Dotknęła moje kolano a ja ze
zdziwieniem odrzuciłam książkę na bok.
-Mamo,wróciłaś...W końcu.
-No tak,Już dawno,ale nie chciałam ci przeszkadzać w tak interesującej lekturze.
-Nie przeszkadzałabyś mi.
Mama uśmiechnęła się i podała mi Czarno-błękitny toczek na którym widniało
logo Jarlaheim.Nie wiedziałam o co chodzi bo w połowie myślami byłam przy książce.
Nagle przypomniało mi się ogłoszenie z tablicy.
-Mamo...Czy ty podjęłaś już tą decyzję i...Ja ...
-Eden,jak mogłabym ci odmówić.Wiem jak kochasz konie więc...Uwaga,uwaga...
Pojedziesz do stadniny w Jorvik!
Nie mogłam uwierzyć w to co powiedziała z szerokim uśmiechem i bez słowa rzuciłam
się na jej przyozdobioną srebrem szyję.
-Mamo?Mogę się dziś spakować na wyjazd?
-Poczekaj do jutra gdy tylko kupimy ci bryczesy.
-serio?!-Nie mogłam uwierzyć własnym uszom.
Ten dzień zapadł mi głęboko w pamięć,bo nigdy nie dostałam tak kosztownych prezentów
od swojej mamy.Następnego,słonecznego poranka wyruszyłyśmy na poszukiwanie odzieży do
jazdy konnej.Namęczyłyśmy się chodząc od sklepu do sklepu (aż 6 sklepów!).W końcu
wybrałam bryczesy w kolorze kości słoniowej w błękitną kratę podszyte ciemnym
materiałem i rękawice dopasowane do toczka.Zmęczone ledwo stałyśmy na nogach.
Nie ukrywam,że te trzy dni miały więcej uśmiechu,zabawy i bliskości niż większość mojego
życia!Nie mogę doczekać się wyjazdu...A tym bardziej tego,że będę na żywo widzieć konia!
Dziękuję za przeczytanie pierwszej części "Angel"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz